
Samotność także okazała się łatwa do zniesienia. Thesma bardzo pragnęła uwolnić się od Narabalu. Życie w miasteczku uległo zmianie; zbyt wiele w nim było niepokoju, zbyt wiele wewnętrznej niepewności, przyjaciele stawali się obcy, kochankowie zmienili się we wrogów. Miała już dwadzieścia pięć lat, potrzebowała oddechu, chciała przyjrzeć się wszystkiemu spokojnie, bez pośpiechu, zmienić rytm życia, nim zginie zalana jego falą.
Dżungla nadawała się do tego idealnie. Thesma wstawała wcześnie, kąpała się w jeziorku, które dzieliła ze starym, oślizgłym gromwarkiem ł ławicą maleńkich, przezroczystych czicziborów, zrywała na śniadanie owoce thokki, wędrowała, czytała, śpiewała, pisała wiersze, sprawdzała, co złapało się w zastawione przez nią sidła, wspinała się na drzewa, opalała się w hamaku z lian na ich szczytach, drzemała, pływała, rozmawiała sama ze sobą i szła spać o zachodzie słońca. Kiedyś myślała, że nie będzie miała wystarczająco wiele do roboty, że szybko się znudzi, ale jakoś się nie nudziła; czas wypełniony miała pracą i zawsze coś jeszcze pozostawało do zrobienia na następny dzień.
Myślała też, że będzie chodziła do Narabalu mniej więcej raz na tydzień, na zakupy, po nowe książki i kubiki rozrywkowe, na koncert, do teatru, może nawet odwiedzić rodzinę oraz tych spośród przyjaciół, których miała jeszcze ochotę widywać. Rzeczywiście, przez jakiś czas odwiedzała miasteczko regularnie. Ale droga w upale zabierała jej niemal pół dnia i sprawiała, że wracała brudna i spocona; przy tym, w miarę jak przyzwyczajała się do samotności, miasteczko wydawało się jej coraz bardziej hałaśliwe, coraz bardziej irytujące; denerwowało ją, a nie miało niemal nic do zaoferowania.
