No cóż, nigdy nie wątpił, że kiedyś w końcu musi zacząć jakoś zarabiać na życie, nie można zawsze oprowadzać odwiedzających Labirynt, ale żeby tak! Raport poborcy podatków Jedenastego Dystryktu prowincji Chorg, prefektura Bibiroon, jedenasty rok pontyfikatu Pontifexa Kinnikena, Koronal Lord Ossier… — nie, tylko nie to. A to właśnie było to, i tak do końca życia! Miesiąc, pół roku, rok spokojnej cichej pracy w spokojnym, cichym Domu Kronik — powtarzał sobie, pełen nadziei — a potem Lord Valentine przyśle po mnie, każe mi przenieść się na Zamkową Górę, oferuje mi stanowisko doradcy i wtedy przynajmniej życie stanie się ciekawsze! Ale Koronal najwyraźniej o nim zapomniał; w końcu — można było się tego spodziewać! Musi rządzić trzydziestoma czy czterdziestoma miliardami obywateli; cóż w porównaniu z nimi znaczy jeden mały chłopak z Labiryntu? Hissune podejrzewał, że ma już za sobą swoją chwilę chwały, którą przeżył tam, w czasie krótkiego pobytu na Zamkowej Górze, a teraz złośliwy los zmienił go w urzędnika Pontyfikatu, który do końca życia będzie tylko przekładał papiery z miejsca na miejsce.

Ale może przynajmniej odwiedzić Rejestr Dusz!

Zapewne nigdy już nie opuści Labiryntu, lecz — jeśli nie da się złapać — będzie żyć życiem milionów dawno zmarłych ludzi: podróżników, odkrywców, żołnierzy, a nawet Koronatów i Pontifexów. To w końcu jakaś pociecha, prawda?

Hissune wszedł więc do niewielkiej salki i przedstawił przepustkę siedzącemu w niej, tępookiemu Hjortowi. Przygotował sobie mnóstwo argumentów: specjalne zlecenie Koronala, ważne badania historyczne, konieczność sprawdzenia danych demograficznych, zdobycia dodatkowych informacji… Och, Hissune potrafił być bardzo przekonywający, już otwierał usta, by wypowiedzieć wszystkie te kłamstwa, ale Hjort spytał tylko:

— Wiesz, jak obchodzić się ze sprzętem?

— Od dawna nie miałem z nim do czynienia. Być może mógłby pan mi przypomnieć?



4 из 322