Dawno już nie był aż tak podniecony. Kiedy jeszcze żył na ulicy i wszystko zawdzięczał wyłącznie sobie, czuł nieustanne podniecenie, ale już nie włóczył się po ulicach, oni ucywilizowali go, dali mu pracę. Pracę! Oni! A kim są ci oni? Oni to sam Koronal, ni mniej ni więcej! Ten zbieg okoliczności nadal go zdumiewał. Kiedy wygnany z Zamku, pozbawiony ciała i tronu przez uzurpatora, Barjazida, Lord Valentine podczas wędrówki po Majipoorze przybył do Labiryntu, to właśnie Hissune został jego przewodnikiem. Udało mu się jakoś rozpoznać prawdę i to właśnie spowodowało jego upadek. Bowiem nim zdołał pojąć, co się właściwie dzieje, Koronal ruszył już z Labiryntu na Zamkową Górę, by odzyskać utraconą koronę, obalił uzurpatora, a potem Hissune otrzymał zaproszenie na ponowną koronację. Jedna Bogini wie, dlaczego wezwano go na uroczystości w Zamku Lorda Valentine'a! Jakież to było wspaniałe! Nigdy przedtem nie opuścił Labiryntu na dłużej, nie widział dziennego światła, a oto podróżował w latającym ślizgaczu władcy doliną Glayge, widział miasta, których nazwy powtarzał w snach, a przed nim wznosiła się Zamkowa Góra, pięćdziesięciokilometrowy szczyt sterczący w Kosmos jak osobna planeta. Dotarł wreszcie na Zamek, poważny, dziesięcioletni chłopiec, stał obok Koronala, żartował z nim — tak, było wspaniale, ale zaskoczyło go to, co zdarzyło się potem. Koronal uznał, że Hissune to obiecujący dzieciak! Koronal zażyczył sobie, by przygotowano go do pełnienia poważnych obowiązków państwowych! Korona! podziwiał jego dowcip, energię i śmiałość! Świetnie! Hissune został protegowanym Koronala! Świetnie, doskonale! A więc z powrotem do Labiryntu… i do Domu Kronik! To już gorzej. Przez całe swe krótkie życie Hissune nienawidził biurokratów, tych zamaskowanych durni ślęczących nad papierami w trzewiach Labiryntu, a teraz, dzięki łasce samego Koronala, stał się jednym z nich.



3 из 322